piątek, 15 listopada 2013

na przekór nazwie - sen

Jeszcze chyba nigdy nie obudziłem się z tak wielkim uczuciem niepokoju. Gdy teraz myślę o moim śnie, to mógłby się wydawać nawet śmieszny. Ale dla mnie nie jest, nie wiem dokładnie dlaczego. Muszę go gdzieś spisać.

Razem z dziewczyną wyprawiamy kolację dla gości. Jest już późno. Nie widzę gości, mam po prostu świadomość, że są, tak jak wiem, kiedy wyszli. Jesteśmy w mieszkaniu, co do którego mam pewność że jest nasze, jednak nie jest do naszego podobne. Znam rozkład pomieszczeń, wiem, gdzie czego szukać, już kilka razy śniłem o tym 'domu'. Mieszkanie jest dwupoziomowe. Na górze są pomieszczenia moje i mojej dziewczyny, jednak we śnie wchodzę najdalej na szczyt schodów. Wiem że na górze jest nasze wspólne łózko. na dole jest mnóstwo dziwnych pomieszczeń. W pierwszym z nich są dwa łóżka, które zajmujemy zaraz po wyjściu gości. Moja dziewczyna chce, żebyśmy spali oddzielnie w tych dwóch łóżkach, kłócimy się, mówię, że albo śpimy razem na górze, albo przez miesiąc się do niej nie odezwę. Poszła na górę, ja zacząłem sprzątać po gościach. Przeszedłem do innego pokoju, tam zebrałem mnóstwo jej ubrań i stałem strasznie obładowany. Wtedy pierwszy raz z przedpokoju/korytarza (były tam schody i kilka drzwi) usłyszałem "ciiiii". Myślałem, że to moja dziewczyna. Wtedy też usłyszałem jak schodzi na dół. Gdy była już na dole schodów, po raz drugi dało się słyszeć "ciiii". Opieprzyłem ją, żeby mnie nie uciszała, w końcu jesteśmy u siebie w domu, a ona jeszcze nie śpi. Jednak, gdy stała przy mnie, usłyszeliśmy, tym razem oboje, po raz trzeci 'ciiii'. Głos dobywał się zza drzwi po prawej stronie schodów. Wiem, że nigdy żadne z nas tam nie weszło, tam się nie wchodziło. Byłem pewien, że były to pomieszczenia starej właścicielki domu, która już jednak nie żyje. Jednak moja dziewczyna potwierdziła wszystko, oprócz jej śmierci, mówiła, że nie wchodzimy tam właśnie dlatego, że tam mieszka stara właścicielka i nie chcemy jej przeszkadzać, a ten 'dom' tylko wynajmujemy. Najwidoczniej musieliśmy się zbyt głośno zachowywać, a było już późno. Drzwi się otworzyły, i wyszły z nich dwie bardzo stare i bardzo brzydkie kobiety. Choć wcześniej w korytarzu było bardzo ciemno, wraz z ich wejściem weszła też jasność, światło. Moja dziewczyna wzięła ode mnie wszystkie rzeczy i poszła na górę. Odzywała się do mnie tylko ta niższa, grubsza kobieta, z okrągłą twarzą, prawie białą, jednak nie trupio białą, a z nałożonym jakimś kremem/maseczką. Druga kobieta zaczęła się krzątać po pomieszczeniach na parterze. Grubsza była bardzo miła, zapytała mnie, jak sobie radzę z remontem i kiedy wreszcie wyremontuje kuchnię. Odpowiedziałem, że dopiero co skończyłem remontować piętro. że muszę odpocząć, i biorę się za remont pomieszczeń na parterze, zaczynając od jadalni. Wtedy ja wszedłem do jadalni, a stara kobieta została w przedpokoju, mówiąc, że jej 'znajomy' mi pomoże. Jadalnie okazała się olbrzymim pomieszczeniem, ze stołem długim na jakieś 40 osób i przeolbrzymia biblioteką z antresolą. Obok mnie stał (!) Michał Żebrowski jako Jan Skrzetuski z 'Ogniem i Mieczem' (!). Wbiegł szybko do sali, i wrócił biegiem z dziwnym uśmiechem i książką w ręku, nie pokazał mi jej, tylko szybko wybiegł. Wyszedłem za nim i skierowałem się na gorę po schodach, gdzie na szczycie schodów moja dziewczyna klęczała nad jakimś pudełkiem i mówiła, że nie może go ustawić, bo gdzieś w mieszkaniu poplątały się kable. W tej samej chwili na dół zawołała mnie starsza kobieta, i wprowadziła do kuchni, w której nigdy wcześniej nie byłem, cały czas pytając o jej remont. Ona coś mówiła, a ja byłem zapatrzony w te pomieszczenie oświetlone jaskrawym żółtym światłem. Było oklejone tapetami, na których widniały głowy(?) z rogami. Jedno miejsce było o wiele jaśniejsze, jakby został zabrany jakiś mebel. I wtedy obudziłem się z niesamowitym poczuciem niepokoju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz