niedziela, 2 czerwca 2013

A ja chcę Kake w Realu

                To moje zdanie i nie trzeba się z nim zgadzać. Ale jak oglądam zdjęcia z treningów Realu, Kaka zawsze jest uśmiechnięty, a przy nim najczęściej widzę Ronaldo. I właśnie takie ujęcie mam w głowie, gdy słyszę KAKA.
                Ale od początku – finał Mistrzostw Świata w Korei i Japonii w 2002r. Wielka Brazylia wygrywa z Niemcami. Wszyscy Brazylijczycy szczęśliwi, jednak jeden trochę mniej – czekał już na zmianę przy linii bocznej, miał wystąpić w finale Mundialu, gdy sędzia zakończył mecz. Ricardo Kaka miał wtedy 20 lat, grał w Sao Paulo. Został Mistrzem Świata, choć w całym Turnieju zagrał ledwo 20 minut w meczu z Kostaryką. Został Mistrzem Świata, ale to jeszcze nie był jego moment. Przez następnych 10 lat Kaka stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych piłkarzy na świecie, jednym z najlepszych rozgrywających w Europie oraz…. Jednym z najbardziej krytykowanych piłkarzy na świecie.
                Już rok po zdobyciu Złotej Nike 21-letni Ricardo Izecson dos Santos Leite, ówczesna gwiazda brazylijskiego Sao Paulo (47 goli w 125 meczach), zaczarował swoimi umiejętnościami Silvio Berlusconiego, a ten bez wahania ściągnął go do swojego AC Milan. O tym etapie rozpisywać się nie będę, więc czyste statystyki, swoją drogą, porażające:
·         6 sezonów
·         270 występów, 95 goli, 46 asyst
·         Superpuchar Europy w 2003r.
·         Mistrzostwo i Superpuchar Włoch w 2004r.
·         Puchar Europy, Superpuchar Europy i Klubowe Mistrzostwo Świata w 2007r.
·         Niektóre nagrody indywidualne z tego okresu:
o   Dwukrotnie najlepszy piłkarz Serie A
o   Trzykrotnie w drużynie roku UEFA
o   Trzykrotnie w FIFPro World XI
o   Król Strzelców i Najlepszy Napastnik Ligi Mistrzów w 2007r.
o   Trzykrotnie Piłkarz Roku według UEFA
o   Nagroda FIFPro w 2007r.
o   Złota Piłka w 2007r.
o   Piłkarz Roku FIFA w 2007r.

Z takim dorobkiem, 8 czerwca 2009r. na zapełnionym Santiago Bernabeu pojawił się 27-letni Kaka. On był skazany na Real Madryt, a Madryt był skazany na Kake. Do klubu wrócił Florentino Perez, a razem z nim polityka Galacticos. A wtedy na świecie było trzech prawdziwych Galacticos – Kaka, Cristiano Ronaldo i Leo Messi. Dwóch pierwszych wtedy Real zasiliło, i wszyscy orzekli, że Real jest najsilniejszym klubem na świecie i stawi czoło Barcelonie. Jak było w tym sezonie, wszyscy wiemy, ale nie o tym jest ten tekst.
                Kibicem Realu jestem od dziecka. O Kace w białej koszulce marzyłem. Pamiętam, jak oglądałem w internecie transmisje z prezentacji Brazylijczyka. 65 milionów Euro stanęło przed kibicami i razem z nimi cieszyło się z możliwości grania dla nich na tym stadionie. Byłem szczęśliwy. A gdy kilka dni później w tym samym miejscu stanął Cristiano, w głowie rozgrywałem wiele meczy, w których ta dwójka będzie w pojedynkę gromiła rywala. Ale cóż…
                Oprzyjmy się wyłącznie na statystykach madryckiej 8:
·         119 meczy, 34 gole, 31 asyst
·         W białej koszulce 4 sezon
·         Puchar Hiszpanii w 2011r.
·         Mistrzostwo i Superpuchar Hiszpanii w 2012r.
Gdy spojrzymy tylko na te liczby i hasła, wcale nie jest tak źle. Ja pamiętam szczególnie okres, gdy Ronaldo w swoim pierwszym sezonie doznał kontuzji, i ciężar gry spadł na Kake. Według mnie, dał wtedy radę. Do tej pory pamiętam piękną bramkę, którą strzelił Villarealowi. Nie ma się co rozpisywać nad jego kontuzją czy nad minutami spędzonymi na boisku. O tym napisano już chyba za dużo. Według mnie, Kaka niezwykle do Madrytu pasuje. Według mnie, ten nowy Real byłby inny bez Kaki. Za każdym razem, gdy Ricardo pojawia się na boisku, całe Madridismo wierzy, że właśnie w tym meczu Brazylijczyk pokaże na co go stać. Że właśnie za chwilę zobaczymy zdobywcę Złotej Piłki, ostatniego przed Cristiano i Messim. Czy nie cieszymy się, gdy Kaka popisze się jakimś genialnym zagraniem albo strzeli bramkę? Mam mnóstwo znajomych, którzy kibicują Barcelonie, ale nawet oni zawsze mówią, że kibicują Brazylijczykowi, bo wnosi on do futbolu niezwykłą dozę radości, klasy, przewielką dawkę zaangażowania i oddania klubowi. Właśnie to moim zdaniem wniósł do klubu Kaka. I dlatego chce żeby został.
Po sezonie 2011/2012 na Ricardo spłynęła olbrzymia fala krytyki i wszyscy chcieli jego odejścia z Realu. W tamtym sezonie rozegrał 40 spotkań, strzelił 8 bramek i 14 razy asystował. Dla porównania, jeden z najlepszych według kibiców i specjalistów piłkarzy sezonu, Andres Iniesta, w 45 spotkaniach strzelił 8 bramek i zaliczył 10 asyst. Ktoś może powiedzieć, że to tylko statystyka. Może i tak, ale niech każdy, kto krytykuje Kake, o niej pamięta.
Po wejściu na profil Brazylijczyka na oficjalnej stronie klubu widzimy motto „Sueno con una gran jugada cada dia de mi vida”, co możemy przetłumaczyć jako „Każdego dnia mojego życia marzę o wielkiej grze.” I to marzenie, ta wiara jest w Kace wielka. Tak jak moja wiara, że wystarczy dać mu szansę, bardzo mocno uwierzyć w jego umiejętności, a On się sprawdzi. Mam nadzieję, że przy Carlo się odrodzi.
Chcę Kake w Realu.

Buena Suerte, Brasileno
Zawsze chciałem pisać bloga.

Najpierw nie miałem czasu, bo szkoła.
Jak miałem maturę, też nie mogłem się zebrać.
Studia - nie ma mowy.
Praca - można pomarzyć o blogu.

Dziś mam własną firmę i chciałbym, żeby doba trwała 48 godzin, bo nie mam na nic czasu. Ale zacząłem spełniać założenia z przeszłości. Może będę tu pisał raz na tydzień, może częściej, może rzadziej, nie wiem.

Na pewno nie zadbam o szatę graficzną, nie mam takich zdolności. A o czym tu będę pisał? o wszystkim. O piłce nożnej, o poezji, o polityce, o miłości mojego życia, o przygodach, o muzyce, o kosmetykach.... O tym, o czym będę miał ochotę. Bo dlatego jest ten blog - bo mam na niego ochotę.

A co do tytułu - od dawna mam problemy ze snem - jestem jak J. Hartnett - w tygodniu śpię 8 godzin.

Pozdrawiam

Tomas